Poradnik
Packraft to lekka, składana łódź, którą zmieścisz w plecaku – a bikeraft to ten sam pomysł w duecie z rowerem. Dają dostęp do wody, której nie obejmie żaden klasyczny spływ.
Nie każdy spływ zaczyna się przy wypożyczalni i kończy na popularnym szlaku. Packrafting i bikerafting to sposób na wodę dziką, nieuczęszczaną i trudno dostępną – dla tych, którzy lubią wytyczać własne trasy i nie przeszkadza im kawałek marszu tam, gdzie nie dopłynie żaden klasyczny kajak.
Packraft to bardzo lekka, dmuchana łódź – waży zwykle 2–4 kg i po złożeniu mieści się w plecaku razem z rozkładanym wiosłem i lekką pompą (najczęściej workiem do napełniania powietrzem). Dzięki temu nosisz ją między akwenami: kawałek idziesz pieszo, kawałek płyniesz, i łączysz w jedną trasę odcinki wodne, których nie spina żadna wypożyczalnia. To otwiera wąskie, dzikie rzeki, górskie potoki i wyprawy w bezdroża, a przy okazji rozwiązuje odwieczny problem spływów w jedną stronę: transport z powrotem masz na plecach.
Sprzęt różni się przeznaczeniem. Lekkie, proste modele świetnie sprawdzą się na spokojnej wodzie i przy dużej ilości marszu, gdzie liczy się każdy gram. Cięższe, z wyższymi burtami, fartuchem i usztywnionym dnem, dają sobie radę na bystrzejszej wodzie i lepiej trzymają kurs pod wiatr. Do bikeraftingu ważne są mocne uchwyty na pokładzie i wytrzymały materiał, bo rower obciąża dziób. Zaczynając, wybierz łatwiejszą wodę i sprzęt uniwersalny, a dopiero potem specjalizuj się w tę stronę, która cię wciągnie.
Bikerafting to packrafting z rowerem. Część trasy pokonujesz na rowerze, a gdy w drogę wchodzi woda – przeprawiasz się packraftem, z rowerem przypiętym w poprzek dziobu pasami. To pozwala połączyć szlaki rowerowe z wodnymi i ułożyć pętlę, która na samym rowerze albo w samym kajaku byłaby niemożliwa: dojeżdżasz do rzeki, spływasz nią kilkanaście kilometrów i wracasz lądem inną drogą. Rower mocuj stabilnie i nisko, kołami do przodu, tak żeby nie zasłaniał widoku i nie podnosił środka ciężkości bardziej, niż to konieczne.
Wolność trasy i mobilność. Lekki sprzęt dowieziesz pociągiem czy komunikacją miejską, dojdziesz z nim tam, gdzie nie wjedzie auto z lawetą kajaków, i wypłyniesz na wodzie, której nie obsługuje żadna wypożyczalnia. Polska ma do tego mnóstwo małych, dzikich rzek i strug, dotąd praktycznie pomijanych przez turystykę. Dla części kajakarzy właśnie ta niepewność – że nie wiadomo, czy odcinek okaże się przepływalny – jest największą frajdą; sami sprawdzają, którędy da się przejść, i sami wytyczają szlak.
Najmocniejszy jestem na wodzie i tu chcę być przydatny. W mapie tryb „Po swojemu” daje pełny planer po całej polskiej wodzie – dla eksploratorów, packrafterów i bikerafterów. Część rowerową zostawiam wyspecjalizowanym aplikacjom (jak Komoot), a etap wodny bierzesz ode mnie; docelowo dołożę import i eksport GPX, żeby spiąć odcinek lądowy z wodnym w jeden ślad i mieć całą wyprawę w jednym pliku.
Lekki sprzęt nie zwalnia z zasad – obowiązują te same reguły bezpieczeństwa: kamizelka, uwaga na zimną wodę i jazy. Packraft jest lekki i podatny na wiatr, więc na otwartej wodzie trudniej utrzymać kurs, a dzikie rzeki bywają płytkie i zarośnięte – licz się z częstym noszeniem łodzi i przedzieraniem przez zwały drzew. Weź też zapas na naprawę powłoki (łata i klej). Sprawdź przepisy: przez rezerwaty, jak dolna Pasłęka, potrzebna bywa zgoda, a spływ rzeką graniczną, np. Bugiem, trzeba zgłosić Straży Granicznej i trzymać się polskiej strony. Na dziką, samotną wyprawę zawsze zostaw komuś plan trasy.
„Stan wody” brzmi technicznie, ale czyta się go prościej, niż się wydaje – i potrafi uratować spływ przed rozczarowaniem albo kłopotem.
Czytaj →Dobrze spakowany kajak ma wszystko potrzebne pod ręką i suche, bez zbędnego balastu. Oto lista, która sprawdza się na większości polskich rzek.
Czytaj →Kajak to jeden z łagodniejszych sposobów obcowania z naturą – pod warunkiem, że traktujesz wodę poważnie. Kilka zasad, które warto znać, zanim wypłyniesz.
Czytaj →